niedziela, 20 czerwca 2021

Część V



Edwin Plenzler

    Musimy jednak podpisać "protokół niezgodności" ponieważ od jakiegoś czasu uważam, że problem był we mnie i w mojej chciwości czy też chęci szybkiego bogacenia jak najmniejszym nakładem energii. W takim podejściu teoretycznie nie ma nic złego. Można stawać się zasobnym szybko i łatwo...  Co kto zrobi z tym dalej to już osobna kwestia. Reasumując trzeźwe myślenie obejmuje dla mnie ogólną analizę tego co mnie spotyka. Nie szczegółową, dogłębną. Po prostu warto pochylić się na chwilę nad "możliwościami" i możliwościami jakie nas spotykają. Dotyczy to głównie aspektu super idealnych "biznesów" internetowych. Bo o nich mowa. Wiem, że teraz bym tak zrobił jeśli w ogóle bym to zrobił. Bardziej zastanowił się nad korzyściami i zagrożeniami, a nie ślepo parł naprzód. 

    Wspominasz o mediach. Mam to szczęście nie oglądać telewizji jako takiej. Jakby temat dla mnie nie istnieje i nie toczy mnie choroba strachu i manipulacji. Media społecznościowe? Mają swoją funkcję jeśli umiejętnie się z nich korzysta, ale warto zauważyć, że większość z nas na chwilę obecną prowadzi podwójne życie. Pierwsze realne drugie właśnie na portalach. Na szczęście nie dotyczy to wszystkich.

    Eh Ci eksperci.... Wybieram takich, którzy są dla mnie wiarygodni a i tak to co mówią kwestionuje. Jakaś taka maniera włączyła się u mnie ostatnio, że wiele kwestionuje. Dlaczego jest tak jak mówisz? Dlaczego nie jest inaczej? Jakie masz dowody? Jakie są Twoje wyniki?. Doświadczenia? Nawet w zwykłych prozaicznych sprawach dnia codziennego. Dlaczego akurat to auto jest najlepsze? Może dla mnie inne. Ta książka? Ten film? Może nie? Wole inną/inny? Można powiedzieć, że stawanie się ekspertem w szukaniu ekspertów jest też sposobem. Tak pół żartem pół serio. Niemniej jednak nie dajmy sobie wcisnąć. Tak było u mnie z biznesikami w internecie - dałem je sobie wcisnąć. Z drugiej strony chętnie je wziąłem. 

    Natomiast...  właśnie przed chwilą odbierałem kogoś z lotniska w Sztokholmie i na Jordbro mieliśmy godzinę wspólnej jazdy samochodem. Wywiązała się rozmowa, bardzo ciekawa....  o biznesie, edukacji, skuteczności   Zacząłem się zastanawiać gdzie jest granica pomiędzy szybkim podejmowaniem decyzji (tak bardzo potrzebnej) a zdrowym rozsądkiem/trzeźwym myśleniem?  Nie ma!!! Każdą sytuację należy rozpatrywać indywidualnie. Zdolność podejmowania szybkich decyzji jest istotna i analiza jest istotna. To już na własnej mądrości musimy polegać. Zaufać sobie, tutaj nie ma złotego, uniwersalnego środka. Teraz po latach wiem, że to co trafiło na  mnie było wynikiem moich działań. Mogłem wybrać inaczej.... Do tego co działo się później po pierwszych super biznesach internetowych wrócę jednak w następnym mailu.

    Eksperci? Fachowcy można powiedzieć. Tego nauczyłem się przy giełdzie forex i krypto. Pierwsze szkolenie w Warszawie u uczniów jakiegoś Anglika, którego nazwiska nawet nie pamiętam. Niestety po trzech dniach byłem jeszcze bardziej ogłupiały ale wcześniejsze doświadczenie włączyło u mnie otwarcie drzwi ewakuacyjnych i szybką ucieczkę. Impuls korekta i tak w kółko na trzeci dzień wystawne jedzenie i parcie na duży depozyt. Po prostu uciekłem, potem były telefony i maile. Nie reagowałem. Pojawiły się też inne szkolenia w innej szkole... Nie warto wspominać, mechanizm bardzo podobny. Oczywiście kolejna strata, kosztowna nauka. Jednak nauka.

    I tak oto Nieskończona Inteligencja otwarła przede mną drzwi do grupy osób, które głównie zajmują się handlem na rynku. Szkolić za bardzo nie chcą bo nie mają czasu po prostu handlują. Nie chcę tu gloryfikować Ichimoku niemniej jednak ta "szkoła" pokazała mi jak znaleźć eksperta w danej dziedzinie. To nie zakup szkolenia u osób które koniecznie chcą je sprzedać.... To czasami długie godziny próśb żeby ktoś zechciał poświecić Tobie uwagę. Bo jest zajęty, po w przypadku giełdy właśnie handluje czy sam się kształci i zdobywa wiedzę.  

    Zaimponował mi jeden człowiek. Nazwijmy go Pan X. Ów Pan X kiedyś zgodził się pracować z moją byłą partnerką. Niestety nie trwało to długo, brak czasu. Później  robił co niedzielę bezpłatne webinary analizując dla nas rynki, jak on je widzi, na co zwraca uwagę Z czasem i z tego się wycofał. Pełen szacun dla Pana X. Rozumiesz o czym mówię? Ekspert dla mnie to mentor, o którego czas zabiegasz. Nie człowiek, który czeka aż mu zapłacisz a potem spirala kosztów tylko rośnie. Oczywiście, gdyby Pan X zgodził się poświęcić mi czas osobiście chętnie zapłacę. Nie chodzi tu o pieniądze i koszt bo za wiedzę trzeba płacić, a o podejście mentora do sposobu przekazania wiedzy i w kontekście giełdy (szeroko rozumianej) taka droga dla mnie to PETERDA. Ty musisz chodzić za wartościowym ekspertem, a nie ekspert stać z flagą na facebooku z napisem "Kup Pan szkolenie" i tyle w temacie. Tak widzę kwestię ekspertów oczywiście branżowych. Właściwie z ostatniej chwili. Nawiązałem współprace z człowiekiem, który handluje na giełdzie. robi wyniki. Znam go już kilka lat. Nikt o nim nigdy nie słyszał bo koncentruje się na handlu. Zgodził się pomóc i za ten czas chętnie płacę.

    Z kolei jeśli spojrzę na interes, który mam w planie rozkręcić w przyszłości w Polsce kiedy wrócę na stałe obrałem inną drogę. Druga franczyza w życiu pierwsza była w Anglii i tam będę płacił procent od obrotu za naukę i wsparcie oparte na długoletnim doświadczeniu. I znów. Nikt nie stał z transparentem na facebook "Kup Pan interes". Wybrałem sektor i sam znalazłem.

    Przyczepiłem się ekspertów chyba ze względu na kryptowaluty, przez długie miesiące bessy i stagnacji rynku niewiele słychać było. Jak tylko rynki ruszyły, wzrosła też ilość ekspertów jaką Matka Ziemie na sobie nosi. Cóź... Życie. Dlatego może być to odebrane różnie, niemniej jednak paradoksalnie forex jest bardziej rozgrywalny bo tam stosunek pary walutowej nie może osiągnąć ZERO a cena krypto tak. Choć lubię i krypto i forex gdzie na tym drugim stawiam się jeszcze w pozycji ucznia na długo.

    Jest to też dobry moment żeby zaznaczyć własne stanowisko, a jeśli o tym pisałem i nie pamiętam zaznaczyć raz jeszcze. W tym co piszę nie ma absolutnie znaczenia czy mam rację czy nie. Nie zależy mi na tym. W życiu codziennym też staram się unikać sytuacji gdzie musiałbym stracić niepotrzebnie energię - żeby mieć po prostu rację. Są oczywiście sytuacje kiedy trzeba stanowczo zaznaczyć swój punkt widzenia, choć i tak w większości sytuacji nie ma dla mnie sensu walczyć na argumenty. Najbardziej lubię KONSENSUS.
    Nie zależy mi też czy Ty, czy ktoś kto to czyta się ze mną zgadza czy też nie. To bez znaczenia!!! Pewnie ktoś zapyta. O co Ci człowieku chodzi? Już spieszę wyjaśnić. Otóż o to by osoba która to czyta, jeśli w ogóle ma na to ochotę. Bo może być zmuszana hahaha. Bo na przykład mnie nie lubi i szuka w tekście argumentów na ugruntowanie się w swoim stanowisku hahaha. Tak na serio. Cel jest taki by akcentować, sygnalizować, otwierać oczy. Mam nadzieję, bo ten cel pojawił się samoistnie po którymś mailu.... PROWOKOWAĆ, do refleksji, myślenia, własnych wniosków. Jeśli ktoś po przeczytaniu jakiegoś mojego fragmentu pomyśli "ten człowiek bredzi" - proszę bardzo!!!! O to chodzi, nie zgadzasz się ze mną, ale pochyliłeś się nad tematem. Cel osiągnięty. Pomogłem Tobie. Przemyślałeś, Ugruntowałeś stanowisko. Żyj, działaj NIECH CI BÓG BOGOSŁAWI.

    Niejednokrotnie miałem sytuacje kiedy nie zgadzałem się z fragmentem książki czy wypowiedzi. Przecież to nie mój obowiązek - ZGADZAĆ SIĘ. Mam inne zdanie i już. Tak buduje się światopogląd....          
    Warto ruszyć głową!!!!    Po co 100 przeczytanych książek skoro ani jedno zdanie nie dało refleksji. Z drugiej strony, bywa tak jedno zdanie zasłyszane może odmienić życie. To skrajności. Wiem.  Środek znajdziecie sami przecież Ty, Ty i Ty też. JESTEŚ MĄDRY I INTELIGENTNY, a jeśli w to nie wierzysz to to znajdź!!! 

Chyba, że wbijaj teraz na moje szkolenie ostatnie 100 miejsc, ostatnie w tym roku cena promocyjna ostatnia szansa!!!!!     Udowodnię Tobie, że jesteś inteligentny. Żartuje. Z tym szkoleniem. Druga część już prawdziwa. Do następnego.


Jarosław Herberg

    Mówisz tutaj o chciwości jako takiej. Tak, uważam, że można tak to nazwać, ale myślę również że każdy z nas to przerobił, tz. „chciwość”, w każdym z Nas one się pojawia ,i u każdego wygląda to inaczej na dany moment , ja też to przerabiałem , „łatwy, szybki „ zarobek, ale tak to nie działa. Hasła , „Pracuj mądrze, nie ciężko” – tak jest w tym trochę prawdy, ale jednak wg mnie , trzeba poświęcić swój czas na rozwój, naukę biznesu , i po wielu latach dopiero będzie widać efekty ( jest tak w 90 % przypadkach).

    Tak, wspomniałem o mediach , na których sam kiedyś promowałem felerne biznesy ;) media takie jak FB, YT , INSTA mają ogromną moc jak się wie jak się po nich poruszać aby promować swój biznesy. Z każdym rokiem się to zmienia i wchodzą nowe narzędzia do zarabiania pieniędzy. Przytoczeni przez Ciebie „eksperci” – są to ludzie którzy poświecili dużo czasu na naukę zagadnień związanych nie z zarabianiem pieniędzy ale z marketingiem, aby się promować w Internecie i pokazywać „część” prawdy, to co odbiorca chce zobaczyć.  Wielu z nich śledzę i obserwuję ich wzloty i upadki , a wielu z nich są wg mnie bardzo „czytelni, klarowni”, na daną chwilę – bo to trzeba tutaj ująć. Trzeba być bardzo uważnym komu poświęcamy swój czas, ale z drugiej strony jak nie spróbujemy to nie będziemy wiedzieli jak to jest i czego mamy się spodziewać po kolejnych „ekspertach”, pamiętając o tym że każdy z nasz się zmienia. Np., mam znajomego , który parę lat temu mocno promował biznesy internetowe ( też go znasz ;) ) i sprzedawał bajki jakie te biznesy są cudowne i małym nakładem pracy możesz zarobić duże pieniądze , a ostatnio widziałem jego wywiad na FB jak przepraszał tych wszystkich ludzi , których oszukał i kłamał – bo trzeba tak to nazwać. Każdy z nasz przechodzi wewnętrzną przemianę.

    Sam korzystałem z wielu szkoleń, na początku z zakresu gry na giełdzie , ale były to szkolenia „tanie”, jednodniowe, gdzie przekazywali tobie tylko zajawkę tego co dalej możesz robić, oczywiście nie mówili że na giełdzie najpierw się traci a potem  zarabia , ale tylko nieliczni – i tak jest z wszystkim w życiu, że tylko nieliczni zarabiają duże pieniądze bo cechuje ich determinacja, ale z drugiej strony nie każdy ma „parcie” na duże pieniądze, wystarcza im minimum, tak to już jest.

    Mi również imponuje wielu ludzi, u których chciałbym się uczyć, szkolić, i żeby to oni poświęcili mi swoją uwagę , lecz w zeszłym roku po jednych z warsztatów na które jeżdżę w góry ( „Męskie warsztaty” o których opowiem w późniejszym etapie naszego pisania) doświadczyłem jednej ciekawej rzeczy i uświadomiłem sobie pewną kwestię, a mianowicie to żeby dany „mentor” poświecił ci uwagę to TY musisz być gotowy na zmiany jakie niesie ze sobą to co możesz dostać od niego. Nie jest to łatwe ( dla mnie ) bo to wiąże się z wyjściem ze swojej „strefy komfortu” – tak szeroko omawianej przez większość ludzi w Internecie, a poza tą strefą nie wiadomo co jest. Ból, zły, cierpienie? Na to już każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Ja już wielokrotnie doświadczyłem tego że nasz strach jest „tylko pozorny” , tz. nie raz wizualizowałem sobie w głowie przeróżne scenariusze sytuacji , którą miałem przeżyć , np. reklamacja mojej usługi u klienta. Po czym okazywało się , że klient podszedł do całości bardzo dobrze i życzliwie i później u mnie zamówił po raz kolejny usługę mimo wcześniejszej „wpadki”. To nasz umysł kreuje niestworzone sytuacje i takie doświadczenia umacniają nas w przekonaniu że „nie taki zły wilk jak go malują „.

    Podobnie jest z rynkiem krypto i Forex – chodź na tym drugim nie mam doświadczenia a na rynku krypto działałem zaledwie kilka dobrych miesięcy, wiec specem nie jestem ani w jednym ani w drugim. Ale chcę tu się odnieść do tego co piszesz  i tego co pisałem wyżej aby się stać specem w danej dziedzinie trzeba wiele razy upaść i powstać i iść dalej do przodu, pokazywać swoją przemianę, utwierdzać się w wierze że damy rade i poradzimy sobie z niejednym wyzwaniem, i najważniejsze wg, mnie to trzeba być szczery sam ze sobą , wtedy inne też to zauważą ( oczywiście ci którzy chcą ). A co do książek i szukania w nich ekspertów to na bazie mojego życia , sytuacji które obecnie przerabiam w moim życiu mogę stwierdzić że nie ma takowych ekspertów, są oni zwykłymi ludźmi takimi jak Ja i Ty, i oni dzielą się z nami swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, które ich spotkały – i tutaj trzeba zauważyć żę wiele książek jest pisanych przez ludzi z Ameryki , tam są inne warunki, inaczej się żyje , lecz to nie tłumaczy tego że chcą oni nam coś przekazać. Pewnego razu miałem takie przemyślenia odnośnie czytanych książek: „Jak to jest że oni tak mają, im się wiedzie lepiej, życie tam jest lepsze, ah tak łatwo im to poszło”, lecz teraz wiem że nie piszą oni wszystkiego co spotkali na swojej drodze , są to ich przemyślenia tak samo jak nasze na bazie naszych zbieranych doświadczeń życiowych. Każdy z nas ma je inne a ty słuchaczu/czytaczu  sam musisz sobie przepuścić te informację przez swoje „sito” wzorców które masz w sobie i jak to oddziałuje na ciebie i ile jesteś w stanie na danym monet z tego wynieść. Wiele razy miałem tak że wracam do książek nawet po 3 razy i za każdym razem wyciągam z nich inne sentencję, bo ja się zmieniam , każdego dnia staje się innym człowiekiem i tą sentencją chciałbym zakończyć moją wypowiedź bo możemy ten temat ciągnąć jeszcze bardzo długo ;). 



niedziela, 23 maja 2021

Część IV Edwin Plenzler & Jarosław Herberg


 

Edwin Plenzler

    Tak właśnie Jarek, dobrze to ująłeś "sprzedawcy marzeń". W Polskich warunkach temat opracowany do doskonałości. Samochody, często wynajęte na eventy i ustawione tak abyś na nie wpadł wchodząc do budynku konferencyjnego. Wystawne życie na pokaz. Wszystko po to abyś wszedł w temat - im grubiej tym lepiej. Teraz wiem, że to nie problem tych, którzy obiecują. Oni mają w tym interes. Po prostu. Problem jest w nas, ta chęć szybkiej kasy, chciwość. Brak trzeźwego patrzenia na rzeczywistość.

       Wrócę jednak, nie pamiętam czy o tym wspominałem czy nie. Niemniej jednak trzeba tu podkreślić ogromną rolę HYIPForum!!! Kiedy szukałem pomysłu na to jak odrobić straty, oczywiście  były kolejne ravshare i inne cudowności, które tak szybko miały odmienić nasze życie i zmienić Świat. Trafiłem na Hyipforum (HF),  kiedy czytałem historię rozmów na temat nieistniejących programów do zarabiania, za głowę się chwytałem. Oczy otwierały się coraz szerzej. Mechanizm  jest prosty. Pojawia się jakaś osoba zafascynowana - na ówczas Dascoin, OneCoin, Skyllex, Futurenet i dziesiątki innych... Zazwyczaj zachwala finansowe korzyści swojego nowego "biznesu", umieszcza link referencyjny licząc na nowe rejestracje i prowizje od osób pod sobą. Co bardziej tajemniczych prosi o kontakt na priv i przekazuje link do rejestracji. Cała zabawa polega na tym, że moderatorzy forum i nie tylko. Na pewno znaczna część forumowiczów to osoby z głową na karku i cały czas wygaszają entuzjazm. Dając rzetelne argumenty oraz dowody, że pomimo doskonałego PR i dużej ilości uczestników to po prostu piramida a jej dni są policzone. Rozmowy na temat programów do zarabiania czasami trwają miesiącami a nawet latami. Tak się składa, że rozmowy są w archiwum i w każdej chwili można poczytać jak odbywał się proceder. Osobiście śledząc HF i czytając to co potrzebowałem z jednej strony nie wierzyłem, a z drugiej strony oczy coraz bardziej otwarte. Polecam i zachęcam, gdyby komuś jakaś "piramida strzeliła do głowy".

    Właśnie teraz sprawdziłem ten słynny FutureNet, w którym też uczestniczyłem wątek od 2014 roku aż do kompletnego upadku... Długo. Po wycofaniu pieniędzy z FN jeszcze długo byłem przekonywany przez trzech "znajomych", że źle zrobiłem i powinienem w systemie zostać. Tak jak u Ciebie Jarek, to samo. Od czasu do czasu się odzywali i nie dawali spokoju. Z jednym MLM miałem jeszcze gorzej, nie dawali żyć. Do Dascoin już nie doszedłem  choć Dascoinowcy byli wyjątkowo natrętni. Cóż, trzeba było pozrywać kontakty i tak też zrobiłem. To było jedyne wyjście.

    Każdy zainteresowany może sam prześledzić rozmowy na Hyipforum i samemu wyciągnąć wnioski. Jedno jest pewne. Jest bardzo dużo wspólnych mianowników i to one pozwalają nam w przyszłości zidentyfikować czy ktoś nam poleca oszustwo czy coś co ma sens (prawdziwą usługę lub produkt). Tym samym uchronić się od straty pieniędzy. Jak jest z MLM? Mam w planie przygotować osobną erratę i opisać jak się proceder odbywa. Nie mówię, że MLM to oszustwo.... ale....

    Czy zdarzyło się coś dobrego? Owszem. Z rzeczy bardzo przyziemnych a potrzebnych. Wyczyściłem otoczenie, wtedy poznałem kto jest kto, albo wtedy właśnie to dostrzegłem, bez kasy, możliwości, przyszłości....   Czyszczenie fizyczne, jak i wirtualne na portalach społecznościowych. "Do widzenia" zrobiłem znajomym, naganiaczom itd. Choć nie ukrywam, że wcześniej "znajomi" zaczęli mnie ignorować nie mam im tego za złe. Choć nikt nie powiedział "człowieku złą drogą idziesz".
Moja fascynacja zarabianiem online doprowadziła do tego, że spamu na moim Facebook nie było końca.
Tamten czas wprowadził mnie  w kryptowaluty a potem forex i to uważam za dobrą lekcje.

Właśnie.... kryptowaluty. Muszę bo się uduszę o tym powiedzieć. Blisko dwa lata  temu zacząłem robić KDP i Merch na Amazon, czyli produkty bezkosztowe. Gotowe szablony różnych notatników do tego projekt okładki i wrzucałem na serwer. Amazon drukuje nawet jeden egzemplarz i wysyła do klienta po odliczeniu swoich kosztów co miesiąc wysyła uzbieraną prowizję od sprzedaży. Merch to po prostu koszulki i bluzy. Mechanizm analogiczny do zeszytów, kolorowanek itd..  Zanim jednak zacząłem projektować swoje produkty kupiłem szkolenia. Łącznie trzech polskich młodzieńców, którzy sprzedali mi swoje doświadczenie i ok. Natomiast, krótko po tym jak BTC zaczął ruszać do góry, a jak wiadomo długo nic na krypto się nie działo zacząłem dostawać maile o szkoleniach. Jak zacząć w krypto!!!  POMYŚLAŁEM. K..a nie wierzę. Poszukiwanie owiec do strzyżenia bo na bank rozpoczyna się upychanie reflinków żeby dostać prowizję i na bank na Bitbay....  Ok, ok!!!! tak działa Bitbay, ale.... LITOŚCI!!! Przecież mało kto w KDP zarabia duże pieniądze, większość ludzi chce dorobić do pensji. Przed oczami miałem ludzi, którzy idą do banku po kredyt bez doświadczenia kupują, a tu nagle cena spada bo  może nie odwrócenie trendu, a przynajmniej głęboka korekta na kilka tygodni lub miesięcy.....    Zazwyczaj ludzie bez doświadczenia wyprzedają się kiedy spada, a potem zostają na minusie i z kredytem. Po prostu trochę odpowiedzialności. Po to właśnie jest ten blog, żeby sygnalizować też takie sytuacje. Wzbudzić czujność.

    Kiedy zaczyna się trend tak również było w 2017 nowi specjaliści wyrastają jak grzyby po deszczu.  Wiem, wiem....  mój problem. Pamiętam jak sam biegłem po kredyt do banku na biznes życia, a spłacam go do dziś. Zarabij online wtedy takie hasło przyświecało "wszystkiemu".

    Owszem zarabiaj, działaj ale wskazany zdrowy rozsądek. I CO DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZE - może i dla Ciebie bo to działa. Zbieraj dane!!! Ucz się!!! Zachowaj dystans!!! Ucz się od ekspertów a nie przypadkowych ludzi!!!! 


Jarosław Herberg

    Mówisz, że problem jest w Nas, jak tak tego nie postrzegam, że jest to „problem” tylko chęć polepszenia swego życia, która jest wykreowana przez gazety, media i obecnie przez największe portale internetowe jak FB , Insta. Twit. YT, nie ma tutaj jak wspomniałeś „trzeźwego patrzenia „ na rzeczywistość bo jest ona w nas „zabijana”, koncerny reklamowe walczą o klienta, przyciągają naszą uwagę najróżniejszymi i coraz to wymyślnymi kampaniami reklamowymi , tylko po to aby złapać nas w swoje „macki”, aby wyciągnąć z nas nasze pieniądze, to nie tylko problem z MLMami, czy ravsherami, tak jest wszędzie. Tak to trzeba powiedzieć głośno i tego się już nie boje mówić. 
 

    Kolejny temat, który poruszyłeś to „czyszczenie” otoczenia. Tak, masz racje , sam tego doświadczyłem. Rodzina „najlepsi „ znajomi , wiedzą lepiej niż ty, „nie idź w to” , „to scam”,  to piramida finansowa” takie hasła słyszałem , tak, mieli racje, częściowo, ale teraz to wiem że to moje życie i moja droga i ja ją muszę „przejść”, muszę upaść aby powstać. Chcę  uczyć się na błędach , chcę coś zmienić w swoim życiu, dlatego testuje, próbuje nowych tematów, nie jest to łatwe, ale kto mówił że życie będzie łatwe. Przeszedłem to i teraz mogę stwierdzić czy byłą warto , TAK BYŁO WARTO ! czy zrobił bym to jeszcze raz? Tak. Ale…. , już inaczej z innymi ludźmi.  Inaczej bym to rozegrał i UWAGA , też nie wiem czy to posunięci było by dobre , tego nikt z nas nie wie. Mówisz aby uczyć się od ekspertów, ale których ? Jak ich wybrać? To nie jest takie proste, sam poświęcam  klika godzin dziennie na słuchanie, czytanie, wypowiedzi ludzi na YT i forach, obserwuje jak się wypowiadają, o czym, jak często, i  po takiej kliku miesięcznej analizie dopiero mogę stwierdzić czy ten ktoś się zna na rzeczy czy jest tylko zwykłym wyuczonym naciągaczem. Musiałem poświecić trochę swojego czasu i pieniędzy no ten proces. Nieraz działa u mnie intuicja ( chodź coraz częściej jej ufam i z niej korzystam) a nieraz doświadczenie nabyte przez rozmowy z ludźmi i stosy przeczytanych książek o rozwoju osobistym. Wszystko to się sumuję i procentuje. 

    Jak sam powiedziałeś że pseudo specjaliści rosną jak grzyby po deszczu, uważam że jest to normalny proces w każdej dziedzinie, zawsze tak było i będzie. To od nas zależy jak podejdziemy do danego tematu i ile swojej energii chcemy oddać, co dla nas jest ważne w życiu? I tak powiem ci że coraz bardziej zaczynam się nad tym zastanawiać. Ale o moich rozważaniach opowiem dalej / w późniejszym rozdziale, bo jest o czym mówić i to mnie cieszy, że mogę swoje przemyślenia przelać na papier i być może kogoś zainspirować.



niedziela, 16 maja 2021

Część III Edwin Plenzler & Jarosław Herberg kilka zdań o Lyoness, ravshare czyli szybko i dużo ;)



Edwin Plenzler

    Nasze doświadczenie w sprzedaży jest duże. Prowadzisz firmę produkcyjno-usługową,  nadal pomagasz ojcu w jego firmie plus jesteś aktywnym fotografem komercyjnym. Nazbierało się kompetencji. Sam mam duże doświadczenie w sprzedaży towarów i usług. Jednak zanim porozmawiamy o sprzedaży usług, towarów czy wizerunku. Ponieważ chcę z czasem zagłębić się mocniej w nasze doświadczenia i wnioski jakie mamy dzięki prowadzeniu działalności.  Zacznijmy nie od początku, a od środka...  Jak nam sprzedawano wizję, marzenia, wielokrotnie fikcję.

    Dla mnie historia tego aspektu zaczyna się po "powrocie" do Polski. Niestety bez planu kilka lat temu wylądowałem w Polsce po 10 latach emigracji w UK. Dlaczego wróciłem, na jakich warunkach? Na pewno będę chciał o tym mówić, jeśli będziemy mówić o radzeniu sobie ze zmianami, bo to dobry przykład. Na chwilę obecną nie jest to ważne.

    Powrót niejako z innego Świata bez większych zasobów i co naówczas najgorsze bez pomysłu na siebie, zacząłem układać sobie życie w Polsce. Po 10 latach nie był to ten sam kraj. Zmiany były widoczne na każdym kroku. Trochę inni ludzie, piękniejsze miasta. Ludzie zdawali się być bardziej pewni siebie. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień w ciągu kilku miesięcy oswoiłem się z naszą Ojczyzną. Pełen optymizmu, entuzjazmu ale też strachu i niepewności ruszyłem dziarsko naprzód. Bywa tak w życiu, że jak i pozytywne tak i negatywne emocje, a jeśli nie negatywne to na pewno niepokojące przeplatają się z godziny na godzinę, z dnia na dzień. No ale... Życie.

    Pierwszy był Lyoness. Społeczność zakupowa, cashback, budowanie struktur, prowizje, sielanka i bułka z masłem ;) Spotkanie z marketerem, rozmowa.... Niewiele z tego rozumiałem ale uznałem, że decyduje się na działanie bo osoba była mi rekomendowana. Moje pytanie było proste. Ile? Marketer podniósł oczy ze zdziwienia znad swojej "serwetkowej prezentacji", w duszy zagrało. Pomyślałem OK. Chce złotą kartę, będę kupował u Partnerów Handlowych dostawał zwroty, a że pomysł genialny to zaproszę ludzi i będę miał z nich prowizję. Czyste, szlachetne zagranie. Już liczyłem zyski hahahaha. Okazało się, że można jako Partnera Handlowego podłączyć biznes mojej partnerki. Nic prostszego!!!!  Jeśli dobrze pamiętam kosztowało to 10 tys PLN. A co!!!! Stać mnie. Filozofia polegała na tym, że klienci u Partnera dostawali zwroty i od nas karty, na które mogli dokonywać zakupów u innych Partnerów Handlowych. Z zakupów u innych partnerów również i ja dostawałem prowizje. MODEL IDEALNY!!!! Jak się z czasem okazało teoretycznie.  Jako PH musiałem płacić faktury za to co Lyoness dawał moim klientom, a klienci jakoś u innych PH zakupów nie robili. Pomimo spotkań, małych szkoleń i prezentacji. Gdzie szkoliłem się sam i "prowokowałem" moją strukturę do zakupów poprzez Lyoness, nie zadziałało. Dużym utrudnieniem wtedy było dokonywanie zakupów poprzez specjalne bony, a je trzeba było zamawiać w biurze w Katowicach lub w najlepszym wypadku podjechać do innego Partnera Handlowego w Lesznie, gdzie wtedy mieszkałem i kupić. 

    Odbyłem niezliczoną ilość spotkań przekonując ludzi, że to ma sens. Potencjalnych PH, że to ma sens. Eventy, spotkania, fajerwerki. Pieniędzy nie było, nie zarabiałem. Teraz wiem dlaczego. Nie jest to wina samego Lyoness. Ktoś ma ochotę? Proszę bardzo. Mój błąd polegał na tym, że nie do końca przeanalizowałem systemu, nie policzyłem, nie przeliczyłem.  No tu jeszcze mogę odpuścić. Podjąłem decyzję, działam. Konsekwencja. Natomiast bardzo ważna w tego typu "biznesach" jest jakość Twoich "Liderów". Dlaczego? Otóż dlatego, że Nowa osoba musi być dobrze poprowadzona, nie może to być zbieg okoliczności i działanie okazjonalne. Lider nie może patrzeć tylko na zysk. Swój doraźny "zysk". Walorem, wartością jest nowa osoba. Jej trzeba poświęcić maksimum uwagi. Wtedy ma to sens, jak będzie gotowa. Ruszy sama po swoje....

    W Lyoness po raz pierwszy zobaczyłem jak działa storing. Opowiadanie jak to genialny system niejednego wyciągnął z zapaści, tchnął życie i zapewnił dochód pasywny na lata. Eh ten dochód pasywny - towarzyszył mi przez następne lata jednak źle zdefiniowany hahaha

    Ciekawych historii związanych z Lyoness trochę się nazbierało. Najśmieszniejsza to ta w której głównym aktorem jest zaznajomiony przedsiębiorca z Anglii, który działał na linii Polska - UK w branży transportowej. Spotkaliśmy się w Poznaniu. Mój lider, jego lider czyli, ktoś wyżej w hierarchii i oczywiście nasz "upolowany" nowy partner biznesowy - zacna persona. Pogadaliśmy o możliwościach systemu, korzyściach, przyszłości firmy. Wtedy byłem bardzo zaangażowany, pełen wiary. To dopiero po latach mam tyle dystansu, że sam z siebie się śmieje. Po spotkaniu otrzymałem gratulacje (niestety kwiatów nie było ;)) i właściwie zapewnienie, że mój trzeci poziom jest już pewny. Kurdelek Serdelek to już? Tak szybko? Pięknie jestem "zarobasem". Oczywiście jak wtedy rzeczywistość okazała się inna. Znajomy z UK przestał odbierać telefony. Wcale się teraz nie dziwie. Przeliczył co i jak tyle... Zresztą dzięki działaniu w Lyoness straciłem wielu znajomych, a może wydawało mi się, że to zmajomi. Na pewno z Facebook a to już dużo hahaha. "Lajków" nie było.

    Czekaliśmy wtedy z utęsknieniem na nowych partnerów handlowych, których de facto przybywało ale gawiedź miała Lyoness z tyłu wprost poniżej pleców. Kiedy Tesco się przyłączyło... Ja już byłem na nie... Nie specjalnie zmotywowało to strukturę do aktywności. A!!! Właśnie!!! Śmieszna historia!!!  Stwierdziłem w pewnym momencie, że po co mam budować strukturę po jednej osobie jak mogę pracować głównie nad Partnerami Handlowymi. Współpraca z przedsiębiorcami, którzy są aktywni, przebojowi - same zalety. Stąd pojawił się w Lyoness biznes mojej ówczesnej partnerki jako Partner Handlowy. PH rejestrując osoby na swoje spersonalizowane karty zbudują strukturę za mnie. Nic prostszego. Będę uświadamiał, doszkalał i biznes się rozkręci, prowizje za zakupy spadną i na moje konto. Konsekwencją było obdzwanianie leszczyńskich biznesów i próba umówienia spotkania z właścicielem. Czyli klasyczne "to nie jest rozmowa na telefon, musimy się spotkać, na pewno znajdziemy wspólny termin". Jedno takie spotkanie "odbyło się" w leszczyńskiej restauracji, która ma rekomendacje Pani Gessler. Nota bene jedna z moich wtedy ulubionych. Przyszedłem z moim liderem na czas, elegancko ubrani, teczki, laptopy. Gotowi odmienić życie Pani restauratorce. Pani zapytała jaką firmę reprezentujemy i z czym tak ochoczo przybywamy... Padła nazwa i właściwie nie usiedliśmy. Pani najgrzeczniej jak umiała powiedziała, że nie jest zainteresowana. Choć wyraz twarzy namalował obraz stosunku restauratorki do Lyoness i ludzi z firmą związanymi. Okazało się, że jakiś czas wcześniej całe Leszno zostało obdzwonione przez inną działającą na tym terenie strukturę.... O czym oczywiście nie wiedziałem.

    Niemniej jednak straty i nauka w Lyoness była tylko początkiem tego co nastąpiło później... w większej jednak  skali.

    Nauka w Lyoness ujawniła się u mnie znacząco później, niestety nie od razu. Myślę, że w momencie kiedy mocno, intensywnie zacząłem nad sobą pracować. Kiedy dotarło do mnie, że wszystko co mnie spotkało. Wszystkie sukcesy i niepowodzenia są wynikiem moich działań a nie czynników zewnętrznych. Jak wcześniej z uporem maniaka twierdziłem. Czasami brak decyzji to też decyzja i niejednokrotnie zyskowna mentalnie, czy finansowo.

    Życie toczyło się dalej. Pewnego dnia na Facebook na czyimś profilu zauważyłem screen z kwotą w dolarach, za jakiś czas znów i znów. Za każdym razem kwota była większa. Zarabiaj online. Pracuj mądrze a nie ciężko....   Te hasła i kwoty uruchomiły moją wyobraźnię na tyle, że bardzo szybko byłem w systemie a moje pieniądze się pomnażały. Zapewne z radością dla mojego upline, którego przypadkowo znalazłem w sieci. Na Pana M. nic złego nie mogę powiedzieć, znamy się do dziś. On dawał sygnały, wtedy ich nie rozumiałem. Spotkaliśmy się kilka razy później i myślę, że nic sympatii została do dziś. 

    Wkroczyłem w kolejny "Świat Idealny". Bajecznie i fantastycznie. Tak, tak to było to. Klasyczny ravshare. Paczka reklamowa 50 USD wypracowywała zysk w ciągu doby, kiedy skumulowałem 50 USD mogłem kupić kolejną i pracowały już dwie. Miały swoją żywotność. Dokładnie nie pamiętam czy było to 30 czy 60 dni. To bez znaczenia. W każdym razie na początek miałem 44 paczki reklamowe. Model prosty, musiałem dziennie obejrzeć 10 reklam i mogłem rekomendować dalej mając określony procent od zakupionych paczek reklamowych przez osoby pode mną. Totalnie odleciałem. Rekomendowałem. Własny website. Filmy na kanale youtube. Szybko moja partnerka była również w systemie i to z dużymi pieniędzmi.
    Udział w eventach, webinarach, spotkania. Jednym słowem towarzystwo wzajemnej adoracji do klepania się po dupie włącznie, aby uwiarygodnić masowe oszustwo.
    Do dnia dzisiejszego nie wiem na ile osoby wprowadzające system w Świat miały świadomość, że to w końcu pie.......olnie. Może z wyjątkiem anglika Simona S. Mistrz Świata piramid, oszustw i przekrętów. Żeby było śmieszniej jego styl pracy nie był wyszukany, ale jakimś dziwnym sposobem działał na odbiorców. Wyznawców nowej epoki reklamy i zarabiania przybywało.
    Twórca systemu Amerykanin z piękną, chwytającą za serce historią. Brać i zarabiać. Nic prostszego. Dochód pasywny, procent składany. Szybko zaciągnąłem kredyt w banku. Oj tam się czepiacie, tak na szybko wrzucę, szybko wyciągnę. Spłacę. Prościej przecież się nie da. Choć w swojej nieskończonej bystrości zapragnąłem zweryfikować fantastyczną platformę do zarabiania pieniędzy. Wypłaciłem jakieś zyski. Bardzo szybko były na koncie. Bajka!!! Później regularne wypłaty. Dobra pensja była, a ja byłem geniuszem finansów. Żartuje. 

    Choć pieniądze były coś mi nie pasowało. Tłumiłem obawy, przecież tyle osób nie może się mylić. 
Moja partnerka w między czasie osiągnęła maksimum paczek reklamowych. Oczywiści na evencie z pełnym przytupem. Po tym evencie przygotowaliśmy duże kwoty na wypłaty, które miały iść na spłatę zaciągniętych pożyczek. Oczywiści oprócz banku była też osoba prywatna. Leasing wypasionej fury. Petarda!!!
    Te pieniądze pomimo wcześniejszych regularnych wypłat nigdy do mnie nie doszły. System uznał, że dość zjadł i już nie chciał wydalać. Zapewne nie było z czego. Nie ma ani produktu ani usługi. Reklamy są ale tylko uczestników systemu i to w ramach tego co dostali za free od firmy, nowych ludzi z kapitałem nie przybywało.  Od tego momentu zaczęły się moje konkretniejsze problemy finansowe i mentalne, ale nie żałuje. To była pierwsza, konkretna lekcja. Oczywiście były następne...
    Oficjalnie niby firmą zainteresował się SEC w USA i słusznie. Była to klasyczna piramida gdzie zyski były wypłacane z wpłat nowych użytkowników. Historia o tym, że tworzymy nową platformę reklamową okazała się wyssaną z palca i bajką powielaną tysiące razy. 
    I pewnego poranka nie było Teleranka. Strona zniknęła. Liderzy szybko pobiegli do innych doskonałych biznesów, biorąc ze sobą swoich odbiorców. Żaden biznes przecież nie trwa lata, w niektórych przypadkach nawet nie dotrwał do lata, o jesieni można pomarzyć. 

    Wiem, bo o tym mówiłeś, że słynny ravshare (nie jedyny na rynku - ale o tym potem) był również elementem Twojego życia "biznesowego". Ciekaw jestem wniosków?


Jarosław Herberg

    Dobrze to ująłeś aby zacząć od środka a nie od początku ;) Masz racje obecnie współpracuję z moim tatą w jego firmie która jest  na rynku od 20 lat – wiec cały czas mam do czynienia z jakąś formą biznesu, plus dodatkowo prowadzę swój odrębny biznes. Powiem tobie że nie dostrzegam tego jakoś abym miał duże kompetencje w świecie biznesu – wiadomo to zależy do czego i do kogo się porównujemy, ale tak, to fakt trochę tych kompetencji się uzbierało w moim życiu i od razu nasuwa mi się tutaj pewna intencja : „ nie ważne ile potrafisz, ale jaki jesteś skuteczny w tym co robisz”. Chodzi mi o to że nie ważne ile masz ukończonych szkół, zdobytych certyfikatów z jednodniowych lub dwudniowych szkoleń, ale to jak sobie z tym radzisz w świecie biznesu, jak radzisz sobie z wyzwaniami biznesowymi i jak poradzisz sobie w czasie kryzysu. Wiadomo aby nabrać doświadczenia trzeba próbować, popełniać błędy i co najważniejsze wyciągać wnioski.

    Jak już wspomniałem nieco na początku naszej opowieści/książki  też szukałem i nadal szukam sposobu na zarobienie „dużych pieniędzy” m.in. poprzez emigrację , ale chwilową. Po skończonych studiach jako młodzieniec pełen wigoru cały czas miałem ( i nadal mam  ) chęci do robienia czegoś więcej, pracowania więcej aby zarabiać więcej. Szukałem „innych” możliwości pomnożenia swoich pieniędzy , aż pewnego dnia mój bardzo dobry kolega ze studiów ( nadal nimi jesteśmy ) powiedział mi o jednym z tych „cudownych” biznesów Ravshere , który dopiero powstawał i od razu „zaświeciły mi się  świeczki w oczach” . Pomyślałem „ hmm.. kurde , fajna sprawa, coś porobię, poklikam kilka reklam, trochę powystawiam posty na FB i kasa będzie na koncie :D . 

    Jak to się mówi „oczami wyobraźni widziałem duże pieniądze”. I …. Wielkie rozczarowanie, trwało to kilka miesięcy, kasy nie było, też nie zdążyłem jej wypłacić mimo sygnałów od kolegów że coś jest nie tak, ale pewną cześć gotówki wypłaciłem i ….. zacząłem od nowa, szedłem za tłumem . Poszliśmy do innego „biznesu” gdzie też obiecywali jeszcze lepsze warunki finansowe. Na moje szczęście nie trwało to zbyt długo i dostałem od życia kolejną lekcję.  Tak samo jak ty , nie policzyłem , znowu za szybko wszystko się działo , „płynąłem z prądem” , teraz już wiem że to wszystko była lekcja jaką musiałem przejść. 

    Dobrze to pamiętam jak moi „nowi” koledzy dalej mnie namawiali i podsyłali mi linki i zaproszenia do nowo powstałych grup na FB aby zarabiać razem z nimi, ale jakość już nie miałem na to ochoty i energii. Gdyż dług wzięty w banku na pierwszy i to nieudany „cudowny biznes „ pozostał, a potem  nie miałem już ochoty ani pieniędzy  aby wchodzić w coś nowego.   Obecnie doświadczenia te nauczyły mnie że warto jest próbować czegoś nowego, ale tylko wtedy gdy masz własny kapitał i nie będziesz żałował że stracisz te pieniądze. Nie żałuje swoich decyzji bo to one przyczyniły się do moich zmian w życiu osobistym i duchowym , to dzięki nim jestem innym człowiekiem i idę dalej do przodu, nie poddając się już tak łatwo wszechobecnej manipulacji ze strony „sprzedawców marzeń”. 





niedziela, 31 stycznia 2021

Tytułem wstępu kilka tematów część II

 


Jarosław Herberg

    Kontynuując nasze przemyślenia na temat początku rozwoju osobistego i skąd się to w Nas bierze, ta chęć zmiany?  Uważam że musimy poruszyć tu temat motywacji i działania - tak wiem, jest tego mnóstwo w internecie ; schematy, wykresy, lub np. "koło Deminga" itp. ale dobrze jest jak każdy z nas opisze swoje metody "walki" z tym pospolitym zagadnieniem jak motywacja i skąd ją brać? Na bazie moich życiowych doświadczeń , których uważam jest nie mało , mogę śmiało stwierdzić że bierze się to naszej wewnętrznej chęci zmieniania świata i pomaganiu innym pokazaniu że świat jest inny, ale dopiero po jakimś czasie człowiek uświadamia sobie że to nie takie proste, że nie każdy chce zmiany i że "zostajemy sami" z naszymi chęciami. No cóż uważam że każdy z nas musi przejść tę drogę. Jak mawiał jeden z moich "mentorów" ( a jest ich wielu i cały czas się oni zmieniają , bo zmieniam się ja i moja świadomość) "Życie jest jak Sinusoida - raz jest lepiej a raz gorzej , raz jesteśmy na "szczycie" jaz na dole , ale ważne żeby ta sinusoida poruszała się linią pochyłą do góry". Oczywiście człowiek na początku nie rozumie wszystkich rzeczy, ale z czasem i ja zacząłem rozumieć co to znaczy :) Uważam że tak jesteśmy "zaprogramowani" , że musimy przejść drogę. A droga ta jest inna dla każdego człowieka. OK kontynuując moje przemyślenia nt motywacji i działania bardzo dużo dały mi moje zainteresowania wytwarzaniem różnych rzeczy> te zainteresowani pojawiły się u mnie już we wczesnym dzieciństwie ale teraz dopiero łącze fakty i już wiem czemu studiowałem Mechanikę i Budowę Maszyn ze specjalnością - Projektant Maszyn :)  a potem Zarządzanie i Inżynieria Produkcji ze specjalnością Inżynieria Jakości. Teraz też wiem że studia to nie wszystko, pomagają Nam w odkrywaniu nowej wiedzy, uczą nas ciekawych rzeczy , ale to my sami musimy w sobie obudzić wewnętrzną potrzebą doskonalenia samego siebie. Chciałem tu pokrótce nawiązać do moich kierunków studiów nie po to aby się chwalić ale pokazać że pokazały mi one metody rozwoju siebie, swojego biznesu. Każdego dnia gdy czytam książkę, oglądam jakiś materiał motywacyjne na YT to wychwytuję tam metody o których dowiedziałem się na studiach. I jestem szczęśliwy, że mam narzędzia do ciągłego doskonalenia swoich umiejętności, które wykorzystuję  w codziennym życiu. W późniejszej części naszych przemyśleń rozwinę wątki nt. tych metod i pokażę które i w jakim obszarze u mnie zadziałały. 

A teraz powiedz mi Ty o twoich metodach motywacji, jak się motywujesz, czy korzystasz z jakichś narzędzi rozwoju siebie i swojego biznesu ? Jestem bardzo ciekaw twoich przemyśleń na temat i jak to się zmieniło u Ciebie na przestrzeni lat ? I jak byś sie odniósł do stwierdzenia które wyczytałem w książce "Obudź w Sobie olbrzyma " - Tonny Robins - CDSI - Ciągłe Doskonalenie Siebie i Innych. Jak ty to interpretujesz ? 

Edwin Plenzler

 Motywacja....  szeroki temat, niezmiernie obszerny. Książki, filmy, audiobook, rozmowy, szkolenia. wszystko to przerabiałem. Przerabiałem to może złe określenie. Pracowałem z tym i nadal pracuje. Myślę, że tak już pozostanie. Ciągle będę odkrywał kolejne pozycje, pojawi się szkolenie na które będę chciał jechać. Porozmawiam z kimś wartościowym, a rozmowa da WARTOŚĆ. Czasami jedno zdanie zasłyszane lub przeczytane może mieć ogromny wpływ na nas. Pod warunkiem, że szukamy, prowokujemy mentalnie życie do zmian na lepsze. 

 Jednak jeśli spojrzę na temat inaczej, empirycznie widzę jak motywacja działała u mnie na przestrzeni lat. Okres dzieciństwa i okresu dojrzewania pozostawię. W tej chwili nie ma potrzeby sięgać tak daleko. Pamiętam okres studiów jako pierwszy i wyraźny. Jako chłopakowi z rodziny robotniczej gdzie pracował tylko mój ojciec, mama była chora nie było łatwo. Jakimś cudem dostałem pracę w Kompanii Piwowarskiej w Poznaniu, a należy wspomnieć, że były to lata 90 i o pracą nie  było łatwo. Kiedy zacząłem zarabiać poczułem ulgę, że będę miała na czesne, książki itd. Tak mijały lata. 

    Praca na 3 zmiany na produkcji w weekendy zajęcia na uczelni. Nie raz po nocnej zmianie chwila drzemki na zajęcia, chwila drzemki i znów na nockę. Jednak pamiętam, że moją motywacją było przekonanie dość wtedy dla mnie oczywiste. Wykształcenie da mi lepsze życie. Lepsze nie od czyjegoś. Po prostu lepsze od tego na które mogłem się skazać. Ojciec ciężko pracował. Wystarczało na to co powinno. Jednak mnie w środku gdzieś cały czas "nosiło".

 Teraz wiem i jest to oczywiste, że wykształcenie nie musi prowadzić do zasobności. Teraz wiem, że na jakość życia mentalnie i finansowo wpływają inne czynniki. Pewnie w jakimś momencie rozmów do tego wrócimy. Podkreślam, wtedy zaprogramowałem sobie jako źródło motywacji przeświadczenie, że cały mój wysiłek doprowadzi mnie do lepszego życia. 

    W międzyczasie dostałem w browarze dodatkowe zajęcie. Prowadziłem szkolenia, które były elementem systemu World Class Manufacturing, czyli Produkcji na Światowym Poziomie. System był wdrażany wtedy w Poznaniu i Tychach. Kochałem prowadzić szkolenia. Czułem powiew swego rodzaju wolności. Świat Browarnictwa pochłonął mnie bezgranicznie. Licencjat i magisterium pisałem właśnie z tego systemu jak również z Public Relations. Mój umysł szalał, pełna motywacja i zaangażowanie. W pewnym momencie Kompania kupiła browar w Białymstoku miałem być oddelegowany tam do pomocy we wdrażaniu systemu, który okazał się być trafiony. Wskaźniki w firmie rosły gdzie miały, malały tam gdzie powinny. Niestety awansu nie dostałem choć byłem uważany za jednego z najlepszych trenerów/szkoleniowców we firmie. Długa i zawiła historia. Efekt był taki, że po latach odszedłem i po chyba kilkunastu dniach byłem w Anglii. 

    Trochę szalony pomysł, kilka funtów w kieszeni, obroniony dyplom zupełnie w Anglii do niczego nie potrzebny. Jednak ogromna siła do "walki" o to lepsze jutro. Znajomi się dziwili dlaczego wyjeżdżam przecież mam pracę. Mam a w zasadzie miałem. Co z tego? Przecież nie prowadziłem życia jakie chciałem. Więc po co się męczyć. Pierwsze prace fizyczne. Pierwsze umowy na stałe. Pierwsze samodzielne, wynajęte mieszkanie z ówczesną partnerką a później żoną. Znów to poczucie, że życie to miejsce lub czas, które należy do mnie. Nie pamiętam dokładnie, pierwszy biznes w UK był po 2 latach, portal internetowy dla Polaków z okolicy i drukowany periodyk reklamowo informacyjny. Niestety upadł. Kiedyś wrócę do tego tematu ponieważ ciekawe wnioski i nauka wypłynęła z tego okresu w kontekście zarzadzania projektem. 

    Drugi już była głęboka woda. Uznałem, a wtedy bardziej czułem, choć nie umiałem tego nazwać, że dotykam szklanego sufitu i tym co mam i co robię nie osiągnę więcej a głód życia trzyma mnie do dnia dzisiejszego. Znów motywacją było nie zgadzanie się na stan obowiązujący i chęć zdobycia więcej. Moja ówczesna żona była w ciąży więc życie nabierało jeszcze bardziej odpowiedzialnego charakteru, przynajmniej z pozoru. Duży kredyt, wspólnik i tak powstał pierwszy Vitamin-shop firmy Trec Nutrition po za Londynem, a ja musiałem stać się szybko ekspertem od supli, treningu i diety. Co prawda amatorsko dźwigałem ciężary. Jednak sylwetka i ówczesna wiedza nie była rekomendacja tego co zacząłem robić. Byłem duży hahaha to już coś ;)

    No i stało się nadszedł kryzys 2008 roku i nagle ludzie nie robili już takich zakupów jak wcześniej a towary nie pierwszej potrzeby nie były aż tak potrzebne....   Noworodek, żona po porodzie, który przerodził się w horror a Dominikę pozbawił możliwości bycia matką. Mam nadzieję, że nie bedzię miała mi za złe, że o tym wspominam. Wspólnik, z którym nie mogłem się dogadać, kredyt w banku, nagła śmierć matki i ten cholerny brak klientów.
Wiesz Jarek skąd wtedy wziąłem motywację?

Jarosław Herberg

    Zdziwiłeś mnie swą otwartością, trochę się znamy ale nie znałem Twej historii z tej strony.  Moja historia wygląda trochę inaczej ale myślę że nie będę się tu rozpisywał ze szczegółami bo nie to jest naszym celem tej książki. Po krótce opiszę jak to wyglądało u mnie. Podobnie jak ty kiedy byłem młody i na I roku studiów chciałem wyjechać za granicę, tam zarabiać "duże" pieniądze (to było jak porywanie się z motyką na słońce, ale teraz to wiem), poznać inny świat , wiesz wtedy to było modne - 
lata 2000 - 2008 , zaraz przed wielkim kryzysem, ostatecznie wyjechałem na wakacje do Irlandii do Dublina, gdzie po tygodniu poszukiwań, roznoszenia CV po firmach znalazłem pracę jako osoba która myła i sprzątała auta w jednym z miejscowych salonów sprzedaży używanych aut. Przygoda ta nie trwała długo bo tylko 1 miesiąc po czym wróciłem z moją dziewczyną , a obecnie żoną do kraju po szkole jaką nam dało życie.  

    Po tych przeżyciach miałem dość wyjazdów na długi czas. Studia dokończyłem bez większych problemów, potem przyszła pierwsza praca, i kolejna, i kolejna i....... Aż zatrzymałem się na dłużej bo aż 4 lata jako konstruktor kominków w jednej z większych firm nieopodal mojego miejsca zamieszkania. To wtedy zacząłem się zastanawiać dlaczego do tej pory coś mi nie wychodziło , przecież ja chciałem tak wiele zdziałać , zmieniać , ulepszać, ale czułem że mi nie idzie , że coś robię źle , ale nie wiedziałem jeszcze co ? Wtedy urodził mi się syn - miałem wtedy 25 lat - wiesz, byłem młody, z chęcią do "walki" aby się wykazać, zacząłem budowę domu w mieście gdzie się wychowałem, wiec potrzebowałem pieniędzy i motywacji aby temu sprostać. Dodatkowe pieniądze pomagała mi zarobić fotografia ślubna którą zacząłem wykonywać na studiach ( to była moja pasja). I kiedy się już wprowadziłem po kilku latach od początku budowy to "usiadłem" - dosłownie, straciłem energię, chęci do dalszego działania, wypaliłem się. Trwało to rok, gdzie dosłownie przez ten czas nie przykręciłem ani jednej śrubki w moim domu. Po tym roku urodziło mi się drugie dziecko - córka, i wtedy zacząłem znowu szukać motywacji do działania i aby to wszystko utrzymać. Bardzo dużo pomogli nam rodzice, częściowo finansowo ale przede wszystkim w pomocy w opiekowaniu się dziećmi. Następnie przyszedł czas na zmianę pracy, lepiej płatnej, wytrzymałem tam rok i ..... znowu "strzał". Zwolnili mnie. Do tej pory nie dowiedziałem się za co ( mogę jedynie przypuszczać za co , ale to dzisiaj nie ma znaczenia ), to była kolejna lekcja dla mnie do przepracowania. Załamałem się. Miałem depresję przez pół roku.

     Pomogła mi z niej wyjść moja cudowna żona, która jest ze mną i przy mnie do dnia dzisiejszego. Po tym trudnym dla mnie okresie postanowiłem, że zacznę współpracę z moim tatą a mianowicie w jego firmie transportowej którą prowadzi od 20 lat  jako spedytor w której jestem do dziś. Idzie nam dobrze , co roku mamy lepsze wyniki , kupujemy nowe samochody aby rozwijać swoją firmę. Dało mi to potężnego kopa motywacyjnego. A to jest inna dziedzina niż w tej w której się wyuczyłem. Nieustannie się rozwijam, każdego dnia doświadczam czegoś nowego, można by rzecz , że uczę się "życia". Teraz to wiem, żę nie ważne co robimy w życiu, ale jak do tego podchodzimy, z jakim zaangażowaniem i z jaką intencją ? Wyjaśnię to w dalszej części książki/bloga. Na koniec oczywiście nie byłbym sobą jak bym nie zadał tobie pytania ;/ Skąd Edwin wziąłeś wtedy motywację do dalszego działania? i jak się podniosłeś z porażki jaką dało ci życie ?

Edwin Plenzler

    Nie znalazłem motywacji... długo, bardzo długo nie znalazłem. Teraz wiem, że był to okres wegetacji mentalnej w "najczystszej" formie. Bardzo się cieszyłem, że żona przeżyła. To było traumatyczne wydarzenie.... Przeszliśmy przez to, syn zdrowy. Pojawił się drugi sklep i studio tattoo. Z zewnątrz mogło wyglądać, że jest dobrze. Oczywiście były momenty... Zmierzam jednak do tego, że teraz po latach wiem, że nie wszystkie, a może żadne takie sytuacje nie powinny być rozwiązywane bez specjalistów. Polecam takie rozwiązania, czasami trzeba udać się po pomoc gdzieś na zewnątrz nas Kiedy czujemy, że coś nie jest jak być powinno w nas samych, czujemy się "nieswojo". 

    Kiedy traumatyczne przeżycia powodują, że nasze życie nie płynie tak jak byśmy chcieli. Pod warunkiem, że w ogóle wiemy czego chcemy. Trzeba sięgnąć pomocy.  Tak po prostu uważam.

    Pomijając fakt, że nie bardzo wiedziałem wtedy czego chcę, a jeśli wiedziałem to i tak było to za słabe. Najzwyczajniej w świecie DRYFOWAŁEM, zszedłem na drogę, którą nie ma powody by się chwalić. Koniec końców trafiłem w ręce specjalistów i trzecia terapeutka pomogła wyjść mi na prostą. Niestety straciłem czas i gdybym wcześniej zdecydował się na rozmowę z kimś wykwalifikowanym, tak to nazwę, to wcześniej zacząłbym prostować życie. Nie ma czego żałować. Niemniej jednak przypominam sobie ten czas i tę niesamowitą przygodę z własnymi emocjami, kiedy z tygodnia na tydzień odzyskiwałem moc i energię. Poczucie sensu. chyba ono było wtedy najbardziej potrzebne. Dziś wiem, że jednak bardzo ważne jest aby kontrolować swoje myśli. Od tego należy zacząć....


    Bez kontroli własnych myśli, bez współpracy z podświadomością Twoje życie może iść w nie właściwym kierunku. Jakie narzędzia i sytuacje są ważne i potrzebne a jakie nie? Odkąd zdałem sobie z tego sprawę wiele moich spraw ruszyło do przodu. Ciekawe sytuacje, interesujący ludzie i poczucie podążania właściwą drogą. Od dawna staram się już za bardzo nie patrzeć w tył tam gdzie nie powinienem. Pewne rozdziały są pozamykane i to jest genialne. 

    Co nie oznacza, że praca z własnymi myślami, podświadomością jest celem samym w sobie, że jest jedynie słuszną drogą. Nie, jest składnikiem. Ważnym elementem samorozwoju. Przynajmniej u mnie i wielu, ale nie wszystkich. Każdy jest inny, każdy inaczej wchodzi na swój szczyt. Niemniej jednak PORZĄDEK W ŻYCIU NALEŻY ZACZĄĆ OD POSPRZĄTANIA W GŁOWIE.

    Nie wiem czy o tym wspominałem czy nie, niemniej jednak wiele lat temu w Polsce uległem pokusie szybkich pieniędzy były piramidy finansowe i inne niebezpieczne przedsięwzięcia. Wtedy nie wiedziałem, że tym są. Potem "ratując się" MLM'y, które kompletnie nie są dla mnie....   Właśnie a zdaje się, ze Ty też uczestniczyłeś w tych obietnicach wzbogacenia się?

  Jarosław Herberg

    Doskonale Cię rozumiem o czym do mnie piszesz , szukanie motywacji, "dryfowanie" ,wyzwanie w życiu codziennym, "problemy" w firmie,  prawie wszystko przez to przechodziłem lecz może nie w takim stopniu jak ty ;) ale doskonale wiem o czym mówisz. Lecz z z mojego doświadczenia nie mogę się zgodzić z tobą w jednej kwestii, piszesz ".... Niestety straciłem czas i gdybym wcześniej zdecydował się na rozmowę z kimś wykwalifikowanym..." moim zdanie na bazie moich przeżyć posłużę się tutaj pewną sentencją mojego dobrego przyjaciela - "Wszystko jest po coś" i jeszcze bardziej zrozumiałem to przesłanie kiedy byłem na warsztatach z "Męskości" wiosną 2020 w naszych przepięknych górach Sudetach w miejscowości Przesieka , gdzie przeszedłem jedną z moim męskich inicjacji. A przy okazji jest tam ośrodek Wima Hoffa - Ice Man'a - który posiada kilkanaście rekordów Guinessa związanych z przebywaniem na mrozie.  Każde zdarzenie w naszym życiu po coś jest , jest ono jak sprawdzian z "życia", które każdego dnia mówi "sprawdzam"( jak w pokerze). Z kolei zgodzę się z tobą, że jeżeli jesteś choć nieco bardziej świadomy to zaczynasz dostrzegać korzyści z tego a mianowicie moim zdaniem korzystanie z usług- porad kogoś kto ma doświadczenie nie jest niczym złym, wstydliwym, nieraz dochodzimy do takich momentów w naszym życiu, że nie wiemy w którą stronę iść i czego chcemy od życia, sam byłem na takim rozdrożu, pomogły mi wtedy książki, rozmowy ze znajomymi przedsiębiorcami i filmy motywacyjne na YT i konsultacje z psychologami. Teraz wiem że tego potrzebowałem by odnaleźć swoją drogę, zajęło mi to 6 lat od momentu kiedy zacząłem się interesować tematem rozwoju osobistego :). 


    Przechodząc do kolejnego twojego pytania nt. MLM'ów i moich początków z tymi "biznesami" , to tak też mnie zauroczyły chęcią szybkiego wzbogacenia się. I z tego co pamiętam to tam się poznaliśmy na jednym ze spotkań , ja robiłem zdjęcia reportażowe a ty stałeś w wejściu głównym do sali i się przyglądałeś, wtedy podszedłem do Ciebie i coś zagadałem :D, pamiętam to doskonale, tak zaczęła się nasz znajomość, a potem się okazało że mamy jakieś pokrewieństwo. Fajne to były czasy, dałem się wciągnąć w pseudo obietnice bardziej wyrafinowanych sprzedawców marzeń, heh.. piękne czasy, i wspominam je bardzo pozytywnie bo dzięki temu poznałem wielu wartościowych ludzi, którzy dużo mnie nauczyli. Wtedy też zacząłem bardziej interesować się swoimi finansami i finansami swojej firmy, zagłębiłem się bardziej w świat ekonomii. Straciłem wtedy kilkadziesiąt tys. złoty ale teraz to wiem że to była lekcja - tak, droga to była lekcja życiowa. 


    Na zakończenie chciałbym abyś wytłumaczył mi jedną rzeczy, mianowicie wspomniałeś o kontroli swoich myśli i współpracy ze swoją podświadomością, co masz tutaj na myśli? 

Edwin Plenzler

    Praca z Podświadomością jest ważna i początkowo dość trudna. Odnoszę wrażenie, że jest kilka etapów zrozumienia tematu. Początkowo, kiedy zajmujemy się tematem Podświadomości i Afirmacji wydaje się to dość oczywiste, proste żeby nie powiedzieć infantylne. Wyobrażamy sobie siebie w miejscu i sytuacjach jakie chcemy, "odpływamy" do kwot jakie chcemy osiągnąć, kierunków biznesów jakie chcemy rozwijać, relacji jakie chcemy budować. Jednak z czasem okazuje się, że "nie działa". Jedni odrzucają temat inni analizują. Zakładam, że różnie to u ludzi bywa. Natomiast pracując z podświadomością uznałem, że wszystko musi oprzeć się na głębokiej wierze w Moc uniwersum, we własna moc... W to, że jesteśmy istotami Boskimi (nie wnikam tu w doktryny) i korzystamy z Boskiej energii.  Po prostu jest jakaś energia, która trzyma to wszystko w jedną całość. Bez znaczenia o nazewnictwo.

    Początkowo studiując dr Joseph Murphy miałem trochę mieszane uczucia. Później pochyliłem się bardziej nad tym co pisze w swoich książkach i dogłębniej analizowałem, starałem się poczuć te wszystkie opisane przez niego historie. Z jednej strony nieprawdopodobne, z drugiej realne. Wniosek jest dla mnie prosty. Oprócz tego, że musisz poczuć w sobie Boskość to należy swoje afirmacje, które niejako są programowaniem podświadomości, głęboko poczuć. Tak mocno, że przechodzą dreszcze. Afirmacje muszą być szczere, konkretne, "realne".

    Muszę powiedzieć, że w moim przypadku wiele spraw się wyjaśniło, naprawiło, ruszyło do przodu. Rzecz jasna wszystko musi być poparte działaniem. 

    Ważna jest lingwistyka, sposób przekazywania informacji, tego co dopuszczamy do naszego mózgu, a tacy w konsekwencji będziemy. Nie oczekujmy, że wgrywając w mózg złe informacje (nie mówię tu o bierności na ludzka krzywdę i tragedie) lub wyrażając się w sposób tylko negatywny nasze życie rozkwitnie. Nie sądzę. 
    Ostatnio gdzieś widziałem zdanie mniej więcej brzmiało "ludzie wstydzą się swoich ciał, a nie wstydzą się swoich umysłów". Myślę, że tego komentować nie trzeba.
    Zatem kluczem do pracy z podświadomością, żeby była zaprogramowana tak aby kierowała nas w sytuacje, miejsca, okoliczności które pomogą nam w osiągnięciu tego co chcemy zdaje się być czystość myśli oraz możliwie wysoka czystość języka. Sam przeklinam hahaha. Mam tu jednak na myśli szerszy obraz.

    Tym akcentem kończymy z Jarkiem wstęp gdzie poruszyliśmy kilka tematów, nie wszystkie. W następnych słowach będziemy przedstawiać nasze umiejętności oraz doświadczenie w sprzedaży. Choć początkowo myśleliśmy o przedstawieniu naszej historii związanej ze scamem, piramidami i innymi "wynalazkami" które tak mocno dały po kieszeni. Ten temat zostawiamy na potem...

 Nawet kiedy padają słowa krytyki, nadal robisz swoje i idziesz po swoje...

___________________________________________

wtorek, 29 września 2020

Tytułem wstępu kilka tematów



Edwin Plenzler 

    Cześć Jarek. Bardzo się cieszę, że zgodziłeś się przystąpić do tego pomysłu, projektu. Jakiś rok temu wpadłem na pomysł, że chce napisać książkę. Poczułem nieodpartą chęć podzielenia się przemyśleniami, doświadczeniami. Początkowo pisałem, robiłem konspekt tematów jakie chce opisać. Jednak brakowało czasu i dyscypliny (niestety).   

    Jakiś czas temu wpadłem na pomysł dlaczego nie ma to być rozmowa dwóch ludzi o rzeczach ważnych i tych mniej ważnych. Dlatego zadzwoniłem do Ciebie  Jestem przekonany, że w przyszłości książka czyli nasze rozbudowane rozmowy z bloga mogą pomóc wielu osobom poprzez poznanie mojej i Twojej historii. Historii z pozoru zwykłych ludzi. Prawdą jest, że  popełniłem wiele błędów, miałem kilka małych i większych sukcesów. O tym warto pisać. Jestem przekonany, że te małe historie mogą inspirować ludzi do zmian, ustrzec przed popełnianiem tych samych błędów, które my popełniliśmy.  

    Tak jak Ty w pewnym momencie życia (jeszcze kiedy mieszkałem w UK) wstąpiłem na ścieżkę samorozwoju i to zmieniło mnie, a w konsekwencji jakość mojego życia. To pasjonujące i niesamowite ile można zmienić, ile jakości wprowadzić w życie, jeśli tylko tego się chce.  

    Chcę abyśmy pokazali swoje doświadczenia, przemyślenia, pragnienia, drogę i jeśli choć jednak osoba znajdzie w naszym blogu, a potem książce inspiracje i wsparcie to będzie nasz ogromny sukces.
    
Dlaczego z Tobą? Dlaczego wspólnie? Po pierwsze i najważniejsze dlatego, że znamy się jakiś czas, jesteśmy kuzynami i też pracujesz intensywnie nad sobą. Wspólnie dlatego, że chyba nikt wcześniej tego nie robił. Czyli nie pisał o doświadczeniach wspólnie. Jak i możemy włączyć sobie trochę dyscypliny żeby dowieść projekt do mety.
Jarek, jakie były Twoje początki? Dlaczego uznałeś, że czas na zmiany?

Jarosław Herberg

WItaj Edwin :) 

    Na początku dziękuję Tobie za wybranie mnie do tego projektu :) jest mi niezmiernie miło i jestem zaskoczony ;) a zarazem szczęśliwy, że mnie wybrałeś. Z tego co widzę to myślimy podobnie w kwestii "pomaganiu" ludzi w ten sposób , być może uda nam się naszą pracą pomóc bądź zainspirować nie jedną osobę.
 
    Dokładnie nie pamiętam kiedy się to stało, że zacząłem interesować się samorozwojem, ale wiem, że zaczęło to się ponad 5 lat temu kiedy pracowałem w jednej z firm produkcyjnych jak konstruktor- projektant kominków. Już wtedy tamtej pracy chciałem czegoś więcej, nie tylko jak ja to nazywam "klepać dokumentację". Wtedy właśnie uznałem że czas na zmiany , że muszę zacząć od siebie a nie tylko wymagać od innych. Zaczynałem wtedy od oglądania filmików na YT, które do mnie nie przemawiały, jacyś kolesie gadali o rozwoju o zmianie myślenia, kompletnie wtedy ich nie rozumiałem :) Następnie zacząłem czytać książki Briana Tracy'ego, które też nie wiele wniosły w mój sposób myślenia. Potem bardzo dużo słuchałem audiobooków rozwojowych, w każdej wolnej chwili słuchałem, słuchałem .... W drodze do pracy , na spacerze z psem i pomału zacząłem zmieniać myślenie. Zauważyłem zmiany w moim myśleniu, jak sam siebie ograniczam, jak myślę w ograniczony sposób, zacząłem "patrzeć" szerzej na wiele spraw.To pozwoliło mi na podejmowanie decyzji całkiem innych niż dotychczas. I można powiedzieć, że ten proces trwa do dnia dzisiejszego :) Myślę, że tak pokrótce mógłbym opisać początki mojego samorozwoju :) Z niecierpliwością czekam na kolejne pytania od Ciebie ;) 

Edwin Plenzler 

    Początek u mnie był dość groteskowy z pozoru, kiedy jeszcze mieszkałem w UK mój kolega/klient zasugerował żebym zobaczył na YT film "The Secret" (Prawo Przyciągania) Tak tez zrobiłem. Początkowo z grymasem na twarzy, Trochę z drwiną. wtedy właśnie taki byłem. Drwiłem z wielu spraw, wielu ludzi. Kolega podsunął mi ten film pewnie dlatego, że widział jak się zachowuję i jak sam strzelam sobie w stopę a w zasadzie mentalnie w głowę. Pomyślałem wtedy "to już wszystko i nic nie trzeba więcej robić" . Nic bardziej mylnego, trzeba i to więcej niż z początku nam się wydaje. Więc jeśli ktoś, tak jak ja kiedyś uważa The Secret za groteskę. To z całym przekonaniem mogę przyznać, że ten film lub książkę czyta się między wierszami i wyłapuje szerszy obraz. Co mnie się z początku nie udało. Jednak warto myśleć o tym co chcemy, a nie o tym czego nie chcemy. Od tego wtedy zacząłem.

    Pierwsze kontakty z samorozwojem już bardziej świadome, to okres sprzed  6 lat temu odkąd mieszkam w Polsce i muszę przyznać, że były dość intensywne. Bardzo dużo wtedy zacząłem zauważać w sobie i otoczeniu. Wiele obszarów do poprawy. Były takie przeczytane zdania, które aż podnosiły na równe nogi. Po prostu mocne, mentalne uderzenia. z pozoru te zdania były oczywiste, zrozumiałe. Niemniej jednak właśnie to pierwsze, proste zmiany były najtrudniejsze do wprowadzenia. Dużo jeździłem na szkolenia stacjonarne. Czy z NLP, czy motywacji, wystąpień publicznych. U Artura Wikiery byłem po kilka razy na jednym szkoleniu. Szkolenia stacjonarne to były momenty metamorfoz. Spotykasz ludzi, którzy nie boja się myśleć "inaczej". Poznajesz ich historie i zdajesz sobie sprawę, że możesz dojść gdzie zechcesz. Mocno zainspirowała mnie historia Beaty Kapcewicz, pamiętam we Wrocławiu. Z perspektywy lat wiem, że czasami jedno zdanie usłyszane, przeczytane może namacalnie wpłynąć na sposób postrzegania rzeczywistości.
    Pierwszy był zdaje się właśnie Brian Tracy "Potęga pewności siebie". Niemniej jednak prawdziwa rewolucja to Napoleon Hill "Przechytrzyć Diabła" od tej pozycji zacząłem przygodę z Napoleonem Hill, która z przerwami trwa do dziś. 
    Powiedz mi proszę ta najważniejsza dla Ciebie pozycja Briana Tracy? Co z niej wyniosłeś? Co zastosowałeś? Jakie zmiany i efekty zauważyłeś?

Jarosław Herberg

    Najważniejszą dla mnie pozycją jak na moje początki w tamtym czasie była książką "Zjedz tę żabę "  - wiadomo tytuł musi przyciągać czytelnika :D książka ta jak dla mnie jest świetna! W prosty sposób można sobie uzmysłowić jak dużo wolnego czasu, (którego i tak mamy niewiele :)) marnujemy ze względu na brak konkretnych celów i jasnego planu działania. Uważam, że wskazówki płynące z tej książki są dla każdego, bez względu na to czy jest przedsiębiorcą, etatowym pracownikiem czy może mamą na etacie ;) - przy odrobinie trudu i samodyscypliny przy planowaniu a później konsekwentnym realizowaniu celów można zdecydowanie szybciej osiągnąć nasze zamierzenia. 
    Zastosowałem większość porad z tej książki np. "wybór ważności celów ", co pozwoliło mi "mieć więcej czasu" - oczywiście jest to napisane w przenośni, bo czasu każdy z nam ma tyle samo :) a zauważyłem to w mojej poprzedniej pracy gdzie na początku nie mogłem wyrobić się z zadaniami mi przypisanymi przez przełożonego a potem ? Pfff :D w kilka godzin wyrobiłem się z wszystkimi z nich i miałem więcej swobody w pracy ;) od tamtego czasu najpierw wykonuje "trudne" zadania a te łatwe same się rozwiązują :D. 

    A teraz powiedz mi coś od pozycji Napoleona Hilla "Przechytrzyć diabła" bo szczerze mówiąc nie słyszałem o tej pozycji , jestem ciekaw ja ty ja zinterpretujesz i czy mnie zachęcisz do jej przeczytania ??? 

Edwin Plenzler
 
    Tytuł "Przechytrzyć Diabła" brzmi dość kontrowersyjnie i pamiętam, że w księgarni właśnie ten tytuł mnie zachęcił. Kupiłem, pobiegłem do domu i jednym tchem ją przeczytałem. Ta książka to to po prostu rozmowa człowieka (autora) z Diabłem czyli w pewnym sensie z ludzkimi nawykami, które doprowadzają człowieka na skraj jego człowieczeństwa, a w konsekwencji go tego człowieczeństwa pozbawiając. Człowieczeństwa jako istnienia, które ma prawo i obowiązek być twórczym, skoncentrowanym, szczęśliwym, aktywnym, wolnym itd. itd. 

    W "Myśl i Bogać się" i nie tylko Hill porusza podobne tematy. Choć "Myśl i Bogać się" to najbardziej znana pozycja Napoleona Hill'a, a jak pewnie niejedna osoba się orientuje to swoista instrukcja obsługi, która dobrze zrozumiana może doprowadzić czytelnika tam gdzie chce. Z resztą inne książki tego dowodzą, że Napoleon Hill wszystkie swoje badania i czas na pisanie poświęcił na poszukiwaniu narzędzi, które pozwolą człowiekowi zachować jego człowieczeństwo. Idąc dalej być szczęśliwym, zasobnym.

    Na tym etapie swojego człowieczeństwa tak to rozumiem. . W mojej opinii, pewnie zresztą nie tylko mojej (choć nie uznaje się, za badacza pióra Napoleona Hilla) autor cały czas rozwijał swoją myśl, koncepcje i empirycznie dodawał nowe wątki. W "Przechytrzyć Diabła" autor porusza wiele ciekawych kwestii: wieczne unicestwienie, dryfowanie i brak kontroli nad własnym umysłem, strach. Jednak tu odsyłam już do tekstu źródłowego. Jak wiemy interpretacja to już sprawa indywidualna. Każdy z Nas ma inny bagaż doświadczeń i inne cele, zatem inaczej może zinterpretować tekst źródłowy a raczej przefiltrować to co jest oczywiste. Te oczywistości z tekstu płynące. 

    Czytając "Przechytrzyć Diabła" zacząłem dostrzegać jak wiele w życiu popsułem, mogłem zrobić lepiej jak i w biznesie tak i w relacjach. Tak jakbym czytał prawdę o sobie i miałem przed oczami tekst, który odsłonił mi prawdę. Po prostu pomimo porażek, z których zawsze wypływają lekcje. One będą. Pomimo małych i większych sukcesów najważniejsze dla mnie wtedy okazało się, że bez zmiany sposobu myślenia i wprowadzeniu nowych nawyków będę kręcił się w kółko. Wniosek był prosty. Wiele złych, kłopotliwych sytuacji jakie się w moim życiu wtedy pojawiły nie były wynikiem działań kogoś, ale to w większości była moja wina. Mój brak czujności, moje niedopilnowania, błędy. Teraz znów spojrzałem na tekst "Przechytrzyć diabła" i widzę ile zmieniło się od czasu pierwszego kontaktu z tą książką.
    
    Tak się składa, że akurat odpowiadam Tobie na maila właśnie w momencie kiedy jestem po konsultacji ajurwedyjskiej, pracuje z Monika ponad rok i widzę ile zmienia się  w myśleniu i postrzeganiu rzeczywistości. Dziś na konsultacji pracowałem z dość delikatną kwestia, na którą znalazłem rozwiązanie i stan pełnego wypełnienia, który osiągnąłem unosi ponad ziemią. Piszę o tym jako dygresję, pewnie do ajurwedy będę jeszcze wracał, niemniej jednak dziś wiem, że w życiu przychodzi czas na "wszystko". Jednak musimy być na to gotowi, niejako wypracować sobie stan i okoliczności sprzyjające temu co chcemy. 6/5 lat temu nie byłem gotowy na ajurwedę. Teraz czuje ile dała mi przez ostatnie miesiące.
    Wracając do Napoleon Hill niejako w kontekście przygody z jego pisarstwem wierzę, że niektóre książki wpadają nam w ręce w odpowiednim momencie bo są po prostu w danej chwili potrzebne.  Widzę różnicę w postrzeganiu tekstu tej pozycji kiedyś a choćby teraz. Po prostu wiele przez te lata zrobiłem i tekst już tak nie szokuje. Zawiera wiele oczywistości, które wdrożyłem w życie, a które mam pod kontrolą. Niemniej jednak uważam, że "Przechytrzyć diabła" to pozycja nieobowiązkowa choć interesująca.
 Napoleon Hill jest doskonałym "narzędziownikiem" w pracy nad sobą, jednak brakuje duchowości, o której pewnie kiedyś będziemy rozmawiać. Natomiast myślę, że tak przyzwyczaił mnie do swojego stylu, że ten brak można wypełnić zdecydowanie gdzie indziej.
    Książki, książki, książki.... Sytuacja z zeszłego tygodnia. Kupiłem dr Joseph Murphy "Sztuka Afirmacji", dla wielu pozycja znana, autor obowiązkowy. Jednak ja nigdy wcześniej po niego nie sięgnąłem. Niby rzeczy oczywiste wielu z nas zna i stosuje jednak dla mnie na dzień dzisiejszy dla strzał w dziesiątkę. Właśnie tego na chwilę obecną potrzebowałem.
    Lęk jest narzędziem stworzonego przez człowieka diabła. Pełna ufności wiara w siebie jest zarówno bronią, którą człowiek pokona tego diabła, jak i narzędziem, dzięki któremu uczyni swoje życie triumfalnym. I jest jeszcze czymś więcej. To więź z nieodpartymi siłami wszechświata, wspierającymi człowieka, który wierzy w to, że klęska i porażka są doświadczeniem jedynie tymczasowym. – NAPOLEON HILL  
Jakbyś zinterpretował ten fragment, jestem bardzo ciekaw?

Jarosław Herberg

    Po twoim streszczeniu w kilku słowach tej książki wydaje się ona interesująca ;) chodź nie wie czy jest dla mnie :) przerobiłem już wiele książek i śmiało mogę powiedzieć że jest jak w życiu - Każdemu z nas pisze ono taki sam scenariusz, tylko wnioski są inne :) - chodzi mi o to że wielu autorów pisze o "tym samym " tylko w inny sposób i potwierdziło mi się to w wielu pozycjach, dlatego ja już teraz wybieram bardziej książki  z nutą duchową, dzięki którym mogę doświadczać transformacji duchowej i dogłębnego wejrzenia w Siebie. 

    Każdy z nas zaczyna od książek które wydają mu się "właściwe " na dany moment , dla mnie nic nie jest przypadkiem a wszystko jest drogą. Nasze wybory ( nawet te nieświadome) jakie podejmujemy są wg mnie gdzieś zakodowane/zapisane i czy wybierzemy książkę o rozwoju osobistym czy o gotowaniu to ta książka na ten moment jest właściwa dla Nas. 

    Oooo nie wiedziałem że dalej korzystasz z pomocy Moniki :) , ja korzystałem tylko 1 raz z pomocy Zuzy, którą mi poleciłeś i ta krótka konsultacja pokazała mi kilka rzeczy. To widzę że i ja będę kontynuował te konsultację. Obecnie jestem na etapie szukania czegoś nowego i otrzymałem kontakt od pewnego znajomego do astrologa/jasnowidza , który pomaga "zagłębić" się w naszą przeszłość a co najważniejsze potrafi wskazać nam kierunek w którym chcemy iść :). 

    Odpowiadając na twoje pytanie, jak ja interpretuję ten tekst? W moim mniemaniu chcąc nie chcąc trzeba poruszyć tutaj religie i odnoszący się w nich symbol diabła, który jest wykorzystywany. Diabeł - jest to nazwa , którą stworzyli ludzie po to aby MANIPULOWAĆ innych ludzi kiedy odkryli to potężne narzędzie. Tylko nieliczni, którzy podjęli się wyzwania, ci którzy przeżyli "załamania" życiowe i mieli jeszcze siłę na to aby powstać i iść dalej i "nauczać" innych doskonale wiedzą że tylko i wyłącznie wiara w SAMEGO SIEBIE da nam "wolność" duchową i emocjonalną i wyzwoli nas od klęsk i porażek. Wszystkie sytuacje które wydarzają się nam w życiu są lekcjami z których powinniśmy wyciągnąć wnioski. Już pomału zaczynam rozumieć o czym pisał Napoleon Hill , bo w swoim życiu i mojej przemianie duchowej doświadczam tych rzeczy , rzeczy, które wydawały się trudne, ciężkie do zrealizowania a po ich przeżyciu jestem odważniejszy i co najważniejsze przygotowany na przyjęcie od życia podobnych sytuacji. Jeżeli będziemy korzystać z energii wszechświata to odkryjemy w sobie potężną moc do pokonywania przeszkód stawianym przez życie. 
Myślę, że pokrótce przybliżyłem Tobie moje rozumienie tego tekstu, jak sam wiesz jest to temat obszerny i nie chciałbym zanudzać, ale można tu podawać mnóstwo przykładów ludzi który odkryli "to coś " i znaleźli "broń" by pokonać "diabła"(lęk)  :) 

Edwin Plenzler

Odbiegnę teraz od tematu. Ponieważ jesteśmy rozkochani w samorozwoju, pracy nad sobą, w poszukiwaniu i osiąganiu stanu szczęścia. Obydwoje teraz pracujemy nad nowymi biznesami. U mnie cała droga samorozwoju spowodowała jeden negatywny skutek. Kilka lat temu wyczyściłem swoje otoczenie z destrukcyjnych relacji, choć ten proces de facto trwał do lipca tego roku. Myślałem, że mam to poukładane. Okazuje się, że w tym aspekcie należy być czujnym cały czas. Niestety, podkreślam niestety nie wszyscy ludzie są dobrzy. Dotąd nieodparcie wierzyłem, że każdy ma coś w sobie dobrego na czym można się oprzeć. Owszem ma, niestety często te mentalne toksyny, fałsz skrywa się pod nieszczerym uśmiechem i często negatywne aspekty ludzkiej osobowości biorą górę.  Do końca nie wiem jak ustrzec się na przyszłość. Na dzień dzisiejszy wiem, że w głęboki relacje za szybko nie ma w sensu wchodzić. Można się sparzyć. Możliwe, że jednym z rozwiązań może być zachowanie odpowiednio dużego dystansu. Przede wszystkim nie dać się wciągnąć w ludzkie gierki, kłamstwa i patologiczna manipulację.
___________________________________________

Edwin Plenzler. Możliwości Kanga Exchange oraz Inwestycja w przemysł konopny w Polsce

  WITAJ Poniższe słowa nie są poradą inwestycyjną. Pragnę tylko Tobie pokazać niewielki wycinek nowoczesnego Świata i zasygnalizować gdzie...